Info

2009-11-25

W co gra i o co gra starosta

Odpowiedź na artykuł "Mycielskiemu nie!", jaki ukazał się w "Wiadomościach Wrzesińskich" w dniu 8.05.2009 r.

 

Materiały źródłowe do pobrania na dole strony: 


1. 17.05.2005 r. - Wniosek o ustanowienie rady wierzycieli

2. 22.09.2005 r. - Wniosek syndyka o wyrażenie zgody na sprzedaż mieszkań

3. 12.01.2006 r. - Protokół ze spotkania rady wierzycieli - sprzedaż mieszkań

4. 12.01.2006 r. - Regulamin sprzedaży mieszkań przy ul. Konopnickiej

5. 19.03.2007 r. - Porozumienie między Tonsil, ProTonsil, Silesią a Romanem Mycielskim – dwie pierwsze strony

6. 24.01.2008 r. - Notatka ze spotkania z mieszkańcami - pomoc prawna

7. 25.02.2008 r. - Strona tytułowa opinii prawnej dotyczącej sprzedaży mieszkań

8. 10.03.2008 r. - Zgłoszenie zmian danych gruntowych przez pełnomocnika likwidatora

9. 06.04.2008 r. - Zlecenie Romana Mycielskiego sporządzenia map celem przedstawienia ministrowi infrastruktury

10. 14.11.2008 r. - Decyzja Ministra stwierdzająca nieważność decyzji Wojewody dotyczącej uwłaszczenia Tonsil

11. 28.02.2009 r. - Prośba Prokuratorii Generalnej o przekazanie kopii dokumentów dotyczących nieruchomości przy ul. Opieszyn z lat 1945-1995

12. 05.03.2009 r. - Pismo likwidatora do starosty z prośbą o wyjaśnienie sposobu wydzielenia nowych działek ewidencyjnych

13. 06.03.2009 r - Pismo Romana Mycielskiego do starosty

14. 16.03.2009 r. - Protokół ze spotkania wyjaśniającego wpis do księgi wieczystej

15. 05.2009 r. - Wykaz roszczeń Romana Mycielskiego

16. 05.2009 r. - Mapa terenu Tonsilu

17. 8.05.2009 r. - Artykuł w Wiadomościach Wrzesińskich

 

W co gra i o co gra starosta

 


Zapiski niemłodego już samorządowca

 


Do napisania tego tekstu skłoniła mnie publikacja zamieszczona w „Wiadomościach Wrzesińskich” pod znamiennym tytułem „Mycielskiemu nie!” Po przeczytaniu tego tekstu mogliście szanowni czytelnicy dojść do przekonania, że oto przedwojenny obywatel Wrześni, były hrabia Roman Mycielski postanowił uwolnić nasze piękniejące z roku na rok miasto z resztek komunistycznego rumowiska. Roztoczono przed wrześnianami świetlaną wizję „szklanych domów”. Za jej to udziałem potonsilowska poczwarka miałaby przeistoczyć się w pięknego motyla o ładnie brzmiącej nazwie Galerius Tonsilus. Wizja z pewnością ekscytująca, w wyobraźni przenosząca nas do krainy cudownych zakupów, rozpasanej konsumpcji i rozrywki. Wszystko już było w zasięgu ręki, scenariusz napisany, role rozdzielone, pieniądze policzone, aż tu nagle pojawia się ten zły i burzy misternie skonstruowaną budowlę. Dlaczego to czyni? To proste, ma w tym jakiś interes, jak niedwuznacznie sugeruje gazeta.

Zostawmy jednak na chwilę nasze „szklane domy” i wróćmy do głównego bohatera tej opowieści.

Cała historia miała swój początek przed pięcioma laty. Wtedy to odwiedził mnie w starostwie szacowny pan z laseczką w towarzystwie swojego pasierba, Stanisława Z. Poinformował mnie wówczas, że podjął działania zmierzające do odzyskania dóbr rodzinnych zagrabionych bezprawnie przez komunistyczną władzę. Złożył równocześnie solenną deklarację, że jako były obywatel naszego miasta, człowiek honoru sentymentalnie związany z Wrześnią, w swoich roszczeniach ograniczy się tylko do tych nieruchomości, których odzyskanie nie naruszy żadnych istotnych interesów publicznych czy prywatnych obywateli naszej społeczności, którzy w okresie realnego socjalizmu weszli w posiadanie majątku byłych właścicieli. Zaznaczył równocześnie, że w jego imieniu całością spraw kierował będzie wspomniany Stanisław Z. Od tej pory pasierb pana Mycielskiego stał się częstym gościem naszego urzędu – głównie wydziału Geodezji, Kartografii i Nieruchomości. Dzwonił, pisał, pobierał mapy, kopiował dokumenty, szperał w archiwach – słowem, było go wszędzie pełno. Ale zawsze miły, uprzejmy, gotowy do współpracy.

W tym samym czasie zaczynają się poważne problemy Tonsilu S.A. i jego spółek zależnych. Nowotwór drążący chory organizm zaczyna się rozwijać. Wtedy jednak wszyscy jeszcze wierzymy, że chorego da się uratować. Pracownicy Tonsilu zwracają się do mnie o włączenie się w proces ratowania zakładu. Spotkania z załogą, wyjazdy do Warszawy, wizyty ministrów, posłowie, komisje wspólne, pomoc publiczna – wszystko na nic – Tonsil S.A upada. Jest rok 2006. Pojawia się syndyk i bierze się żwawo do dzieła. Jest co likwidować, można zarobić. Wycenia majątek, sporządza listę wierzycieli, planuje licytacje. Wtedy też pojawia się po raz pierwszy problem mieszkańców tzw. bloku tonsilowskiego przy ulicy Konopnickiej. Okazało się, że ten nieszczęsny blok znalazł się w jednej księdze wieczystej z zastawionymi pod zaciągnięte kredyty nieruchomościami fabrycznymi. Inni pracownicy Tonsilu uwłaszczyli się na swoich mieszkaniach wcześniej, a ci nieszczęśnicy stali się masą upadłościową Tonsilu S.A. i zostali rzuceni na pożarcie wierzycielom. W celu zapanowania nad tym żywiołem i ucywilizowania całego procesu, wspólnie z ZUS-em i gminą powołaliśmy radę wierzycieli. Wywołaliśmy uchwałę o sprzedaży mieszkań przy Konopnickiej mieszkańcom bloku, na warunkach podobnych jak mieszkania komunalne. Wówczas to, ku naszemu zaskoczeniu, wbrew wcześniejszym deklaracjom do akcji wkroczył pan Roman Mycielski, zgłaszając swoje roszczenia do znacznej części nieruchomości Tonsilu S.A. Zdarzenie to okazało się przysłowiowym gwoździem do trumny. Doprowadzona do wściekłości pani syndyk wystąpiła do sądu okręgowego o umorzenie upadłości Tonsilu S.A. i postawienie go w stan likwidacji. Żadna nieruchomość nie została sprzedana. Dla interesów Mycielskich była to zbawienna decyzja. Teraz to oni przejmują inicjatywę. Rada wierzycieli pozbawiona kompetencji ulega likwidacji, powołany zostaje likwidator, a ten z kolei powołuje pełnomocnika likwidatora (ostatniego prezesa Tonsilu S.A. zaprzyjaźnionego z rodziną Mycielskich). Nad całością procesu sprawuje nadzór sędzia Sądu Rejonowego we Wrześni i komornik.

Równocześnie dla ratowania resztek produkcji i części załogi Tonsilu zmuszone przez ministra gospodarki TF Silesia buduje arkę Noego – spółkę ratunkową Pro Tonsil. Dla walczących o przejęcie tonsilowskich nieruchomości nowa spółka ratunkowa była jak sól w oku. W tej sytuacji zatopienie zależnej od majątku Tonsilu S.A. arki Noego było już tylko kwestią czasu.

Zaniepokojeni rozwojem sytuacji mieszkańcy bloku tonsilowskiego zwracają się ponownie o pomoc do starosty, gdyż komornik sporządził już nową wycenę ich nieruchomości i przygotowywał licytację bloku wraz z mieszkańcami. Po mojej interwencji licytacja zostaje odroczona. Wówczas jednak zastanowiło mnie, dlaczego przez tak długi czas nie zlicytowano żadnej z nieruchomości leżących w obrębie zakładu, tylko próbowano zlicytować blok wraz z mieszkańcami? Przecież od kilku lat leżały gotowe, sporządzone jeszcze przez syndyka operaty. Na co czekano? Może na rozstrzygnięcie w sprawie roszczeń Romana Mycielskiego. Gdyby zlicytowano nieruchomości objęte roszczeniami przed wpisem do ksiąg wieczystych, Mycielski miałby tylko prawo do odszkodowania od Skarbu Państwa, a wierzyciele pieniądze na odzyskanie części należności. Ale dla Romana Mycielskiego odszkodowanie to nie to samo, co lukratywne nieruchomości w centrum miasta. Zadziwiające, że osoby, które z mocy prawa zostały powołane do zabezpieczenia interesów wierzycieli, faktycznie walczyły o interesy Romana Mycielskiego. W tym czasie (rok 2007) pełnomocnik likwidatora podpisuje kuriozalne porozumienie, w którym zobowiązuje się do działań zmierzających do korzystnego dla Mycielskich wydzielenia nieruchomości objętych roszczeniami. Pełnomocnik likwidatora powołany do reprezentowania interesów wierzycieli podpisuje porozumienie, które w konsekwencji doprowadzi do wyjęcia głównego majątku z masy likwidacyjnej Tonsilu SA. Dlaczego? To już pytanie do innych służb.

I tu przechodzimy do decydującej rozgrywki. Jest przełom lutego i marca 2009 roku. W starostwie zjawia się likwidator Tonsilu S.A. z zapytaniem, czy mamy jakąś wiedzę na temat geodezyjnego wydzielenia z całości tonsilowskiego terenu części działek, właśnie tych objętych roszczeniami Romana Mycielskiego. Zaskoczeni tą informacją sprawdzamy w zasobie geodezyjnym. Tak, potwierdza się, działki zostały wydzielone już w ubiegłym roku. Likwidator stwierdza, że odbyło się to bez jego wiedzy i zgody, a na potwierdzenie tego faktu składa pisemne oświadczenie. Przeprowadzamy badanie i dochodzimy do następujących ustaleń: w marcu 2008 roku pełnomocnik likwidatora Roman T. składa w starostwie, nie mając do tego, jak się dzisiaj okazało, wymaganego upoważnienia likwidatora, wniosek o wydzielenie z całości gruntów tonsilowskich tej części, która jest objęta roszczeniami Romana Mycielskiego. Zlecenie wykonuje firma syna naczelnika wydziału geodezji, Sławomira P. (po sfinalizowaniu całej sprawy, zupełnie przypadkowo, kupuje atrakcyjną działkę w centrum miasta od Romana Mycielskiego), następnie naczelnik podejmuje czynności urzędowe, które na co dzień wykonuje podległy mu urzędnik. Nie powiadamia (też przypadkowo) o fakcie wydzielenia nowych działek tonsilowskich pracowników starostwa prowadzących sprawę w imieniu Prokuratorii Generalnej. Minister w oparciu o ten nowy podział nieruchomości wydaje decyzję, precyzyjnie określając prawo Romana Mycielskiego do tych nieruchomości. Na podstawie tej decyzji Roman Mycielski dokonuje wpisu do księgi wieczystej jako właściciel. Chcąc zapobiec sprzedaży tych nieruchomości, co spowodowałoby nieodwracalne skutki prawne, złożyliśmy w imieniu Skarbu Państwa skargę na czynności referendarza. Mieliśmy świadomość, że zaskarżenie nie będzie skuteczne, dawało nam jednak czas na zorientowanie się w sytuacji. Ustaliliśmy, że bez wątpienia cały szereg osób w sposób trudny do wyjaśnienia skrzętnie działało na rzecz interesów Romana Mycielskiego, chociaż sprawowane przez nich funkcje zobowiązywały ich do zupełnie innego postępowania. Działania te miały fundamentalne znaczenia dla toczącego się postępowania.

Czynnikiem decydującym o powodzeniu sprawy odzyskania gruntów potonsilowskich przez Romana Mycielskiego był wyścig z czasem. Z jednej strony naciskali wierzyciele, domagający się jak najszybszej licytacji przez komornika tonsilowskich nieruchomości w celu zaspokojenia swoich wierzytelności, z drugiej Roman Mycielski ścigał się z czasem przed urzędami mającymi orzec o jego tytule prawnym do nieruchomości. Gdyby Mycielski nie zdążył przed licytacją, musiałby zadowolić się odszkodowaniem, a pieniądze z licytacji poszłyby na zaspokojenie roszczeń wierzycieli. Dlatego w dziwny sposób niektóre postępowania nie mogły ruszyć z miejsca, a inne wręcz przeciwnie, pędziły do przodu. Wszystko po to, żeby zdążyć przed „zachodem słońca”.

Tonsilowskie nieruchomości to tylko część majątku odzyskanego przez Romana Mycielskiego bądź objętego jego roszczeniami. Przedwojenny właściciel „dóbr rycerskich” wbrew wcześniejszym deklaracjom nie zadowolił się tylko odzyskaniem nieruchomości. Wystąpił na drogę sądową z roszczeniem za bezumowne korzystanie z nich przez ostatnie 50 lat. I tak, dla przykładu, za pałacyk z parkiem, w którym przez niemal czterdzieści lat uczyła się młodzież technikum weterynaryjnego, a który to obiekt władze samorządowe na początku lat dziewięćdziesiątych przekazały Romanowi Mycielskiemu za przysłowiową złotówkę, domaga się dzisiaj kwoty 9,5 miliona złotych odszkodowania. Za teren tzw. „zawodzia” 4,7 miliona, itd. W sumie kilkadziesiąt milionów złotych. Sprawa jest rozwojowa, jak mawiają prawnicy. Tutaj nie chodzi o „szklane domy”, to tylko miraż – stawka jest o wiele wyższa.

Rozumiem, że Roman Mycielski chce zrobić interes życia, rozumiem, że cała grupa ciągnących za nim osób chce się przy okazji pożywić. Ale ktoś musi pokryć niezapłacone rachunki. W grach o duże pieniądze tak już bywa, że jeżeli jedni zyskują, to inni muszą stracić. Jakie są koszty społeczne tego zamieszania? Wierzyciele nie dostaną pieniędzy, mieszkańcy bloku zostaną zlicytowani przez komornika, gdyż stali się głównym składnikiem masy likwidacyjnej, Skarb Państwa zapłaci gigantyczne odszkodowania.

Rodzina Mycielskich, tak samo jak tysiące mieszkańców naszego miasta, w wyniku 40 lat realnego socjalizmu poniosła określone szkody i domaga się sprawiedliwości dziejowej, ale nie da się cofnąć czasu o 50 lat, tak jak cofnięto decyzję nacjonalizacyjną. Tutaj toczyło się realne życie ze wszelkimi jego konsekwencjami. Powstały nowe dobra, powstały też szkody. Wszyscy oblegają słoik z miodem, a beczka z dziegciem stoi nieruszona. Może były właściciel „dóbr rycerskich” wykupiłby ciążące nad mieszkańcami bloku tonsilowskiego długi (to tylko ok. 1,5 miliona), może założyłby fundację wspierającą edukację uzdolnionej młodzieży z niezamożnych rodzin (ze dwa, trzy miliony złotych), może dołożyłby do budowy Orlika, (choćby połowę sumy, którą uzyskał ze sprzedaży boiska szkoły nr 2 we Wrześni), może… przecież mógł by sobie w ten sposób zaskarbić wdzięczność mieszkańców naszego miasta, którzy też ponieśli szkody, ale nie mają od kogo dochodzić swojej krzywdy.

Nie chcę uchodzić tu za jedynego sprawiedliwego, nie jestem przeciwny regulowaniu spraw własnościowych, świętemu prawu własności, prywatnym interesom, ale nie można czynić mi zarzutu z faktu, że stoję na straży interesu publicznego i prawa. I nie odwiedzie mnie od tych działań cykl „zjadliwych” artykułów pod moim adresem w lokalnej gazecie. To raczej ja mógłbym zapytać dziennikarza, w co i o co gra gazeta zaniepokojona stanem psychicznym byłego hrabiego, którego ta przedłużająca się sprawa denerwuje. Obawiam się, że jeszcze długo się podenerwuje. Starosta natomiast jest spokojny. Następny ruch w tej grze należy do Prokuratorii Generalnej.

 

Starosta Wrzesiński

Dionizy Jaśniewicz

 

Do pobrania

  1. Wniosek o ustanowienie rady wierzycieli – 17.05.2005 r.
  2. Wniosek syndyka o wyrażenie zgody na sprzedaż mieszkań – 22.09.2005 r.
  3. Protokół ze spotkania rady wierzycieli - sprzedaż mieszkań - 12.01.2006 r.
  4. Regulamin sprzedaży mieszkań przy ul. Konopnickiej – 12.01.2006 r.
  5. Porozumienie między Tonsil, ProTonsil, Silesią a Romanem Mycielskim – dwie pierwsze strony – 19.03.2007 r.
  6. Notatka ze spotkania z mieszkańcami - pomoc prawna – 24.01.2008 r.
  7. Strona tytułowa opinii prawnej dotyczącej sprzedaży mieszkań – 25.02.2008 r.
  8. Zgłoszenie zmian danych gruntowych przez pełnomocnika likwidatora – 10.03.2008 r.
  9. Zlecenie Romana Mycielskiego sporządzenia map celem przedstawienia ministrowi infrastruktury – 06.04.2008 r.
  10. Decyzja Ministra stwierdzająca nieważność decyzji Wojewody dotyczącej uwłaszczenia Tonsil – 14.11.2008 r.
  11. Prośba Prokuratorii Generalnej o przekazanie kopii dokumentów dotyczących nieruchomości przy ul. Opieszyn z lat 1945-1995 – 28.02.2009 r.
  12. Pismo likwidatora do starosty z prośbą o wyjaśnienie sposobu wydzielenia nowych działek ewidencyjnych – 05.03.2009 r.
  13. Pismo Romana Mycielskiego do starosty - 06.03.2009 r.
  14. Protokół ze spotkania wyjaśniającego wpis do księgi wieczystej – 16.03.2009 r.
  15. Wykaz roszczeń Romana Mycielskiego - 05.2009 r.
  16. Mapa terenu Tonsilu – stan na 05.2009 r.
  17. Artykuł w Wiadomościach Wrzesińskich z dnia 8.05.2009 r.